Przygotowania do wyjazdu.

a1
Z lekkim przerażaniem spoglądam na aktualną pogodę w Winnipeg, a to dopiero początek grudnia ! Słyszałem, że nasze polskie zimy nijak mają się do tych kanadyjskich, mimo wszystko wierze że jakoś to będzie :) Jak już pisałem wcześniej, preferuje raczej wysokie temperatury, ale co mnie nie zabije to wzmocni – jak to mówią :D

Aby choć trochę przygotować się do ekstremalnych temperatur, wzorem ubiegłego roku postanowiłem morsować. Wszystkim, którzy zawsze chcieli spróbować a brakowało im odwagi „gorąco” polecam !  Nigdy nie przypuszczałem, że kąpiele w lodowatej wodzie, mogą dać tyle radości i witalności. Ponieważ w grupie zawsze raźniej, cotygodniowa kąpiel odbywa się w sobotę rano o godz…. 7.45 :D Jeszcze niedawno nie dałbym się namówić na  wstanie z łóżka w weekend tak wcześnie aby wejść do zimnego jeziora, dziś jest to stały punkt tygodniowej ramówki.

Czytaj dalej

Coś się kończy coś się zaczyna

Dzisiejszy tydzień był i z pewnością zostanie przełomowy w moim życiu.

Związku z tym, że mój wyjazd do Kanady jest już przesądzony, muszę powoli zamykać pewne sprawy, tak aby w marcu móc opuścić kraj w przekonaniu, że nie zostawiam tutaj żadnych niedokończonych spraw. Jedną z najważniejszych z nich to moja dotychczasowa praca.

Przyjęło się, że temat pracy jest stosunkowo nudny i nie warto poświęcać mu uwagi, czuje jednak, że powinienem o niej wspomnieć, gdyż jakby nie było towarzyszy mi co dzień już od prawie 6 lat.  Jestem z nią w pewien sposób związany emocjonalnie, gdyż dostałem ją po wysłaniu swojego pierwszego w życiu CV, tuż po ukończeniu technikum, a jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Co najważniejsze, była to praca biurowa, co wówczas – świeżo upieczonemu maturzyście wydawało mi się poza zasięgiem.  Z perspektywy czasu, cieszę się, że tak sprawy się potoczyły, gdyż to nie jako ukierunkowało moją karierę i dziś jestem w miejscu, którego nie żałuje.  Owa praca pozwoliła nabrać mi całkiem dużego i przydatnego doświadczenia, poznać wielu wspaniałych ludzi, nabrać pewnego obycia w świecie polskiej myśli przedsiębiorczości oraz poznać twarde (niekiedy) warunki bytu w biznesie.  W dotychczasowej firmie osiągnąłem praktycznie wszystko co mogłem, a ostatnia propozycja awansu, na najwyższe dostępne stanowisko musiała zostać przeze mnie odrzucona z uwagi na postanowienie wyjazdu i chęci przeżycia przygody życia w Kanadzie.

Czytaj dalej

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Uwielbiam linie lotnicze typu low-cost! I co z tego, że warunki przelotu średnie, że mało miejsca na nogi, że trochę trzęsie a maszyny wyglądają jakby się miało rozpaść jeszcze przed startem, że nie podają jedzenia itp. W tak krótkich lotach, najważniejsza jest CENA i zgodnie z tą dewizą wybrałem się drugi raz w tym roku do wiecznego miasta Rzym. W styczniu kiedy tam byłem (raptem jeden dzień) nie zobaczyłem zbyt wiele, to było szybkie zwiedzanie. Sama mini wycieczka to tylko mała przesiadka na trasie Poznań – Rzym – Warszawa ( co miesiąc jeżdżę służbowo do Warszawy – było mi to na rękę) Zresztą, każda możliwość odwiedzenia danego kraju choćby na jeden dzień to dla mnie atrakcja, której nie przepuszczę . Podobnie jak wtedy, również i teraz Rzym był wypadkową mojego wyjazdu służbowego do Warszawy, a ponieważ Modlin blisko to lecimy !

Lecimy (ja + rodzice) bo postanowiłem, że zrobię im niespodziankę i będą mogli pierwszy raz w życiu lecieć samolotem no i zobaczą Rzym wraz z Watykanem  o czym zawsze marzyli.Tym razem, wyjazd obejmował 2,5 dnia, dlatego plan zwiedzania był jasno sprecyzowany. Oczywiście to i tak za mało, aby zobaczyć wszystko dokładnie, ale przyjęliśmy taktykę aby zwiedzić wszystko choć po trochu :)

Ponad godzinne opóźnienie wylotu spowodowało, że w Rzymie znaleźliśmy się o ok 19 godziny. Wcześnie, ale też jednocześnie późno aby zobaczyć coś sensownego. Byliśmy też nieźle zmęczeni oczekiwaniem za lotem w Warszawie. Postanowimy, zobaczyć najbliższą okolicę, zrobić jakieś zapasy no i przede wszystkim zakwaterować się w hotelu.

Czytaj dalej

IEC – z czym to się je ?

iec


Kiedy szukałem różnych możliwości wyjazdu i odbycia mojej (mini)emigracji przeczytałem chyba wszystko co się da w internecie. Od oficjalnych stron rządowych, poprzez różnego rodzaju fora tematyczne, miałem też okazję uczestniczyć w spotkaniu face to face z konsultantem odnośnie Australii. Każdy kto myślami już widział się za wielką wodą, zostaje szybko sprowadzony na ziemi, bo jak się okazuje sama chęć wyjazdu choć kluczowa, to jednak praktycznie nic nie znaczy.

W sumie to rozumiem wszystkie te bogate i atrakcyjne pod względem emigracji kraje. Mając pewną pozycję i walory : gospodarcze, kulturowe czy też naturalne, mogą dobierać sobie przyszłych emigrantów wg swoich teoretycznych założeń.

Wracając do tematu. Po długich poszukiwaniach trafiłem  jednocześnie na dwa programy nieemigracyjne (IEC nie jest z założenia emigracyjny) do Kanady i….. Nowej Zelandii :D

O ile Kanada zawsze przejawiała się w moich planach to Nowa Zelandia już niekoniecznie. Programy były dość podobne, w obydwu przypadkach okres wyjazdu rok. NZ bardziej restrykcyjnie podchodziła do kwestii zatrudnienia bo wynosił on max 3 miesiące dla jednego pracodawcy, co na pewno byłoby dość uciążliwe. Szybki rachunek zysków i strat :

Czytaj dalej

Dlaczego Kanada ?

Nie trzeba być specjalistą, aby wiedzieć, że sama chęć zamieszkania w danym kraju to nie tylko kwestia naszego kaprysu. Oczywiście mam namyśli ideę wyjazdu na dłużej, z możliwością podjęcia legalnej pracy w sposób jak najbardziej formalny i zgodny z prawem. Unia Europejska co prawda  daje nam możliwość podjęcia pracy gdziekolwiek na jej terenie, ale żaden z europejskich krajów nigdy nie był moim szczególnym marzeniem.

Po co mi w ogóle emigracja ? Mogę chyba śmiało powiedzieć (w tym wypadku napisać :P ), że wszystko zaczęło się od miesięcznego – typowo turystycznego pobytu w USA i wspaniałej objazdowej wycieczki której miałem przyjemność doświadczyć.

Schowek01

Kto by pomyślał, że spoglądając wtedy na kanadyjską ziemię przyjdzie mi kiedyś na niej zamieszkać :)

OK, wtedy poszło już z górki, a emigracyjna infekcja powoli atakowała mój umysł. I co z tego, że byłem tam tylko turystą, że nie musiałem pracować, że korzystałem z gościnności wspaniałych ludzi. Miesiąc czasu pozwolił mi choć trochę, poczuć jak żyje się za oceanem, jak wygląda duży świat, że ludzie są dla siebie nad wyraz mili (na początku było to dla mnie wręcz dziwne) i mimo, że często sztucznie okazywali sympatię, to całą ta otoczka podobała mi się. Sama zabudowa, ulice autostrady, domy bez płotów, a za to z zieloną trawą. Garaż jako główny pokój gościnny. Względnie tanie rzeczy i podejście dla obywatela w sposób normalny (jakkolwiek to nie zabrzmi). Trawa w USA nie jest bardziej zielona, niż nigdzie indziej, trzeba również pracować ( :( ), opieka zdrowotna płatna itp itd. Wad tyle samo, co zalet.

Czytaj dalej